Ks. Wojciech Węgrzyniak: Po pogrzebie arcybiskupa Paetza

Kiedy ktoś nas skrzywdzi, możliwe są cztery reakcje: szukamy sprawiedliwości w sądzie, szukamy sprawiedliwości na swoją rękę, męczymy się z tym sami albo przebaczamy.

Jeśli wina zmarłego była tak wielka i znana całej Polsce, nie mogę zrozumieć, dlaczego tej sprawy nie załatwiono w sądzie. Jeśli nie ma na to paragrafów, to trzeba przemyśleć sprawę prawa, bo nie może być tak, że o byle co toczą się sprawy, a nie da się dojść sprawiedliwości w tym, co boli całe społeczeństwo.

Powiedzą prawnicy, że paragrafy są, tylko trzeba człowieka oskarżyć. Czemu tego nie zrobiono? Mówicie, że ofiary nie są w stanie zajmować się takimi sprawami w sądzie. A ich rodziny? Znajomi? Ci którym zależy na ofiarach? Nie mogą się tym zająć? Może to jest problem, że jako społeczeństwo powinniśmy zacząć dojrzewać do tego, żeby szukać sprawiedliwości w tych instytucjach, które są do tego powołane. Albo dać spokój, jeśli sami pokrzywdzeni czy ich rodziny nie chcą tego z różnych względów robić.

 

Niektórzy mówią, że to Kościół powinien załatwić. Tylko, że Kościół nie jest od tego, żeby przeprowadzać procesy cywilne zamiast sądów świeckich. Może wszcząć proces kanoniczny. I dzięki Bogu i ludziom udało się to jeszcze załatwić za Jana Pawła II. To było za mało i arcybiskup Gądecki przypomniał kolejne działania Stolicy Apostolskiej. Ale wielu mówi, że to jeszcze za mało. Jeśli jednak to jeszcze za mało, to czyja to wina? Realną i pełną władzę nad biskupem ma tylko Papież. Żadna Konferencja Episkopatu i żadni biskupi. Jeśli Ojciec Święty nie ukarał bardziej, to uważał, że aktualna kara jest wystarczająca. A jeśli nie dowiedział się przez 6 lat, że arcybiskupa należy ukarać bardziej, to dlaczego mu o tym nikt nie powiedział? Naprawdę, jeśli tak bardzo zależało nam na ofiarach, czemu nie dochodziliśmy sprawiedliwości za życia? Nie rozumiem, o co mamy pretensje do biskupów. Co mogli jeszcze zrobić? Dobić go? Wytykać mu na każdym kroku, co zrobił? Nie odzywać się nigdy? Nie podawać mu ręki?

Weźmy też pod uwagę tę zwykłą zawodową czy rodzinną solidarność. Naprawdę w domu czy w pracy wytykamy codziennie co nie jest w porządku? Naprawdę nie podajemy ręki tym, którzy siedzieli w więzieniu i nie rozmawiamy z tymi, którzy rozwalili małżeństwo?

 

Swoją drogą, chociaż nie wszystko rozumiem, bardzo się cieszę z oburzenia społeczeństwa. Jest ono dowodem na to, że nie da się wszystkiego załatwić miłosierdziem. Tyle razy powtarzano w ostatnich latach o miłosierdziu, tyle raz o tym, że wszyscy będą zbawieni, że mało brakło i byśmy zapomnieli o ofiarach! Paradoksalnie skandale Kościoła pokazały, że nie da się tak myśleć. Że wybaczanie wszystkim, bez żadnych warunków, bez żadnej sprawiedliwości i bez żadnego zadośćuczynienia jest kolejnym krzywdzeniem ofiar.

 

Bogu dzięki, że pogrzeb się odbył tak jak się odbył. Ale może byłoby dobrze, gdybyśmy przestali pogrzeby traktować jako okazję do nagradzania albo karania. Po śmierci zostawmy to Bogu. A ostatnie pożegnanie niech będzie okazją do modlitwy, czasem dziękczynnej a czasem błagalnej. Bo idzie się pogubić. Czy naprawdę publiczny charakter pogrzebu generała Jaruzelskiego był dowodem na to, że mniejsze krzywdy wyrządził Polakom?

Tu się może nie zrozumiemy, ale pamiętam pogrzeb arcybiskupa Wesołowskiego. Biskup był jeden, księży mało. Wiadomo czemu. Ale ludzie trochę było. Pytam się jednej osoby, czemu przyszła, skoro takie sprawy zarzucają zmarłemu. A ona: Skoro był grzesznik, no to się trzeba tym bardziej pomodlić. Pomyślałem sobie, że świeccy są mądrzejsi od księży. Bo my się boimy, co pomyślą o nas media. A oni boją się o zmarłych. Niektórzy mieli potem pretensje, że napisałem tekst: „Pijak pijakowi przyjdzie na pogrzeb, ale nuncjusz nuncjuszowi nie przyjedzie.” Bo nie mogłem i dalej nie mogę zrozumieć, dlaczego my nie traktujemy zmarłych jako braci. Przecież gdyby mój brat był zabójcą, to bym poszedł na jego pogrzeb nie dlatego, że nie szanuję ofiary, ale dlatego, że jest on moim bratem! Nie róbmy takiej medialnej nagonki, która sprawa, że się biskupi, księża czy koledzy boją pójść na pogrzeb, żeby czasem nie zrozumiano tego opacznie!  Choćby cokolwiek okazało się o moim biskupie, proboszczu, koledze czy sąsiedzie to pójdę na pogrzeb, bo to mój biskup, proboszcz, kolega czy sąsiad. I mam nadzieję, że nawet jak mnie diabeł opęta i umrę jak zły łotr nienawrócony, to znajdą się tacy, którzy przyjdą na mój pogrzeb. Przyjdą, żeby mi po prostu pomóc. Dlatego ucieszyłem się, gdy na zdjęciu z pogrzebu zobaczyłem biskupów Poznana. Kto ma Ci przyjść na pogrzeb, jak nie Twój brat?

 

I jeszcze dwie sprawy.

Pierwsza o słowach arcybiskupa Gądeckiego: „W trosce o jedność Kościoła proszę wszystkich wiernych o to, aby strzegli samych siebie i byli bez grzechu.” Rozumiem, że niektórzy się oburzają, ale przecież to jest czysta Ewangelia. Kiedy doniesiono Jezusowi o tym, że Piłat wymordował Galilejczyków i to przy składaniu ofiar (Łk 13,1), co powiedział Pan Jezus? „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie” (Łk 13,3). Za taki tekst, to Go naprawdę można oskarżyć. Bo nie był wrażliwy na ofiary. Bo nie mówił o tym, że Piłat jest złem wcielonym. Ani o tym, że trzeba dojść sprawiedliwości. A Jezus mówił tak a nie inaczej, bo w życiu jesteśmy odpowiedzialni przede wszystkim za siebie. Piłat czy arcybiskup to nie jedyni sprawcy krzywdy ludzkiej. W tysiącach polskich domów, szkół i miejsc pracy ludzie ranią ludzi. I albo zaczniemy na serio myśleć, czy my czasem nie krzywdzimy ludzi, czy zamieciemy nasze krzywdy pod dywanem innych super krzywdzących. To jest mega ważna sprawa. Bo to sprawa walki między pogaństwem a chrześcijaństwem. Pogaństwo mówi: Trzeba kozła ofiarnego, jak się go zabije, będziemy usprawiedliwieni. I tak wybieramy Hitlera, Stalina, pedofilów, zabójców i jeszcze parę kategorii. O nich mówimy grzesznicy i potwory. W ten sposób nie musimy się martwić o siebie. Bo nasze grzechy, nasze bicie dzieci w domach, krzywdzenie pracowników, oszukiwanie pracodawców, niszczenie psychicznie rodziny, to nic takiego. Chrześcijaństwo mówi inaczej: Wszyscy jesteśmy grzesznikami. Jezus wziął na siebie nasze winy i nie ma grzechu, którego by nie mógł nam wybaczyć. Nie bójmy się więc do Niego wracać. Ale wracać musimy. Nawracać się musimy wszyscy. To jest o wiele bardziej wymagające niż pogaństwo, ale to jest o wiele bardziej uzdrawiające nas samych, rodziny i społeczeństwa.

Oczywiście, można lekko powiedzieć, że umarł grzesznik wielki i pocieszać się, że ja jestem mały. Ale można też pomyśleć: może i ja kogoś krzywdzę i skoro Bóg dał mi jeszcze życie, to lepiej, żebym przestał być katem.

 

Na koniec o przebaczeniu. Bo tak strasznie mi brak w tym wszystkim chrześcijańskiej troski o przebaczenie. Sąd, więzienie, kara to są sprawy, które są konieczne, ale nigdy niewystarczające. Krzywda się kończy wtedy, jak sprawca się nawraca a ofiara wybacza. I powinniśmy przypominać nie tylko o konieczności sprawiedliwości, ale też o możliwości wybaczenia. Piszę „możliwości”, bo nakazywać wybaczenie ofiarom może być kolejną krzywdą. Mamy jednak nie tylko w Ewangelii, mamy w całej historii przepiękne przykłady możliwości przebaczenia. Maria Goretti czy Mama Popiełuszki. Albo nawet postacie literackie jak Jurand z „Krzyżaków” czy Chilon Chilonides z „Quo Vadis” (zob. https://www.wegrzyniak.com/2318-literatura-milosierdzia).

Człowiek może wybaczyć. Nawet po największej krzywdzie. To jest Dobra Nowina Ewangelii!

Czy jest większa krzywdy wyrządzona ofiarom od wmówienia im, że nigdy nie będą w stanie wybaczyć i że muszą na zawsze żyć z nienawiścią? Sprawca może umrzeć. Kata można nie osądzić. Jeśli jednak człowiek nie ma żadnej nadziei na to, że jego wewnętrzne piekło może się skończyć, to jakby został skazany na beznadziejną śmierć za życia.

 

Po śmierci sąd zostawmy Bogu. Zwłaszcza kiedy za życia nie potrafiliśmy osądzić lepiej.
Kto może, niech się modli za zmarłych, bo piekła innym życzą tylko diabli.
A kto może, niech ofiarom okaże wiele dobroci serca, żeby jeszcze za życia doświadczyli miłości i przebaczenia.

ks. Wojciech Węgrzyniak

źródło: wegrzyniak.com